Czy zielononóżki naprawdę mają zielone nogi?

Z dwóch popkulturowych wielkanocnych symboli dziś będzie bardziej o jajkach, niż o króliczkach.

Dlaczego akurat jajko?

Wielkanoc wypada wtedy, kiedy cała natura budzi się do życia. Dokładniej rzecz ujmując, odżywa po tylko pozornej zimowej śmierci. Można było wybrać dowolny inny symbol, ale jajko chyba najbardziej przypomina grób, z którego wychodzi życie.

Ale jajko jest symbolem życia też z innego powodu – jest chyba najbardziej odżywczym, pełnowartościowym posiłkiem, jaki istnieje. Jeśli każdy z nas dostałby tylko jedną rzecz do jedzenia przez całe życie, to najdłużej pożyją ci, którym przypadnie jajko. A już zupełnie najlepiej będą mieć szczęśliwcy z jajem od wolno biegającej zielononóżki.

Cholerny cholesterol

Pewnie wszyscy jedli by tylko jajka, gdyby nie ten cholerny cholesterol! Cholesterol jest, ale tylko w niektórych jajkach – np. Paul Gautschi z filmu Back to Eden twierdzi, że przebadano jego jajka i okazało się, ze nie mają w ogóle złego cholesterolu. Sam tych badań nie widziałem, ale coś musi być na rzeczy. Paul, karmi kury jedynie zieleniną i odpadkami z kuchni, a ja za nim. Podobnie robię z gęsiami – one właściwie jedzą tylko trawę, a jaja znoszą wielkie (ponad 200 gram vs standard 144!) o pięknie wybarwionym żółtku.

To skąd się bierze ten cholesterol? Prawdopodobnie ze złej diety kur, a dosłownie z przekarmiania ich zbożami. W naturze antenatka kury jadła ziarno jedynie w lecie, a pozostałą część roku – zieleninkę. Miała potężne żerowisko, około 2 km średnicy, więc nietrudno jej było też o robactwo. I znosiła zdrowe, porządne jaja. To dlaczego nasi pradziadkowie dawali niekoniecznie ślepym kurom przysłowiowe ziarno? Bo wygodniej jest trzymać wór ze zbożem i sypnąć coś od czasu do czasu, niż nosić kurom zazwyczaj ograniczonym do wolnego, ale jednak wybiegu codziennie świeżą trawę. No i mamy nadmiar cholesterolu.

Ale wracając do cholesterolu. Dietetycy zorientowali się w końcu, że to co jemy niekiedy przekształca się w procesie trawienia w coś innego. Czyli jak zjesz cholesterol, to niekoniecznie znaczy że będziesz go mieć o tyle więcej w organizmie (podobnie ma się rzecz z cukrami odkładającymi się jako tłuszcz). Aktualnie za największego wroga miażdżycowcow uznaje się nasycone kwasy tłuszczowe. Więc ten cholesterol nie taki straszny, jak go malowali. Ale może niedługo znów coś odkryją, i okaże się, ze jednak straszny? Przezorny zawsze ubezpieczony ;-).

Ale nie tylko zły cholesterol bierze się ze złej hodowli kur.

Dzika kura

W dzisiejszych czasach nie ma już takich kur jak dawniej. I nie piszę tego tonem, jakim można powiedzieć o dzisiejszej młodzieży. Po prostu kury, jako popularny gatunek, został wzięty w karby przez najbardziej popularny gatunek, czyli przez ludzi. Ludzie zaczęli krzyżować i hodować kury kierunkowo – do produkcji jaj i produkcji mięsa. Wyszły z tego nioski, które jak Albertyna Bossego strzelają jajkami jak z karabinu (czytamy „Dzieci z Bullerbyn” na dobranoc, jakby nam było mało wsi). Po dwóch zaś latach takie nioski przestają się nieść i umierają. I wyszły z tego brojlery naładowane hormonami, o których różni eko-hodowcy w internetach mówią, że nie wolno ich karmić dłużej niż 12 godzin na dobę, bo od ciężaru mięśni zaczną im się łamać kości. Ech…

Przemysł idzie w ilość, choć oczywiście to nie tędy droga, bo zdrowsza jest jakość. A im kura bardziej pierwotna, tym lepsze właściwości mają jej jaja i mięso. Na szczęście nie musimy hodować wstecznie i odtwarzać dzikich kur, bo jeszcze sporo ich biega po polskich podwórkach. Mowa oczywiście o tytułowych zielononóżkach.

Zamiast pisać, pokażę Ci cztery zdjęcia – kur bankiwa, uważany za dzikiego przodka wszystkich kur, oraz nasza, polska, patriotyczna i skromna zielononóżka. Znajdź różnicę!

Kur bankiwa

Kur bankiwa (Gallus gallus), samiec, z By Francesco Veronesi IMG_5008, CC BY-SA 2.0, Link
Chciałoby się rzec, że to kura bankiwa, ale poprawnie jest raczej kura kura bankiwa. Taka igraszka językowa. By JJ Harrison – Praca własna, CC BY-SA 3.0, Link

Zielononóżka

Pan zielononóżka.
I pani zielononóżka. (By Radosław Drożdżewski – Praca własna, CC BY-SA 3.0, Link)

Podsumowując, zielononóżki patrzą w prawo, a bankiwy w lewo. Więcej różnic nie znalazłem, no może jeszcze słowiańskie zielononóżki są bardziej napakowane, a azjatyckie bankiwy jakieś zabiedzone. Nie widać tego na obrazku, ale mięso zielononóżki też jest podobne do mięsa dzikiego ptactwa – bardziej ciemne. Wniosek – zielononóżka jest bardzo zbliżona do dzikiej, nieskażonej ingerencją człowieka kury. Jak ktoś nie wierzy, to tutaj poważny i naukowy artykuł na ten temat.

Jaja zielononóżek

Jest ich mniej, są trochę mniejsze i niemal dwukrotnie droższe od standardowych – jak toto się w ogóle na rynku utrzymuje? Wygrywa jakością i strachem.

Jakość objawia się na kilka sposobów – większe żółtko, mniejsze białko, a w samym żółtku więcej dobrego, niż potencjalnie niebezpiecznego. Więcej jest dobrego cholesterolu HDL niż złego, LDL, różnica wynosi ok 30%. Dobroczynne kwasy omega-3 wygrywają 9:1 z przeszkadzającymi omega-6. Ponadto powodują mniej uczuleń, zwłaszcza u małych dzieci. Obstawiam, że jest więcej korzyści w tych jajkach, ale tylko na powyższe mam źródła.

A o co z tym strachem chodzi? Otóż osoby obawiające się miażdżycy, a jest to spore grono, uznają jaja zielononóżki jako jedyne bezpieczne.

Jest jeszcze kwestia czystości rasowej tych kur. W fermach sporo jest kur „typu zielononóżka”, czyli mieszańców. Obawiam się, że ich jaja mogą nie być tak odżywcze i bezpieczne, jak rasowej zielononóżki.

Aha, jaja zielononóżek nie są zielone. Są białe albo kremowe. Zielone znosi araukana.

Bezwzględny zakaz robienia pisanek!

Oj, chyba lekko przesadziłem. Można robić pisanki, ale najlepiej tak, żeby w efekcie jajo nie było gotowane na twardo. Masz w domu jeszcze kieliszki do jajek? Wydaje mi się, że kiedyś były na podstawowym wyposażeniu każdej kuchni, a teraz z rzadka je widuję. Może dlatego, że rzadko odwiedzam gości na śniadanie. W każdym razie chodzi o to, że żółtko jest najcenniejsze przed przegotowaniem. Kury tak genialnie produkują jaja, że prawie bezwartościowe białko złocisty w środku skarb kryje prawdziwy i dzięki temu możemy bez stresu ugotować białko, a żółtko nam się nie rozleje. Żeby zachować dobroczynność żółtka lepiej nie trzymać za długo na patelni jajka sadzonego, a jajecznicę wymieszać dopiero wtedy, jak białko się zetnie i właściwie natychmiast zdjąć z ognia.

Skąd w żółtku tyle dobra? Tak to jest w przyrodzie, że matki dają dzieciom wszystko, co najlepsze – i to dosłownie wszystko. Słyszeliście, że mamom w ciąży psują się zęby? Dają wartości odżywcze dziecku, a często same zostają z niedoborem. Zarodek pisklaka żywi się tym, co ma w żółtku przez jakieś 3 tygodnie wylęgania, więc musi być tam wszystko, co jest mu potrzebne. Kury trochę różnią się od nas, ale nie na tyle, żeby dieta pisklaka była dla nas nieodpowiednia.

Ach, kochajcie zielononóżkę, do jasnej cholery!

Pisałem, że sporo biega po podwórkach, ale niestety za mało. Przyczyny są trzy: słabo się niesie (tylko 180 jaj rocznie, gdy przemysłowa nioska daje ok. 300). Druga: nie nadaje się do chowu klatkowego – pozostawiam bez komentarza. Trzecią poznałem na własnej skórze, a najpierw przepowiedziała mi ją litościwie pani, która sprzedawała mi zielononóżki. Wystarczyło na mnie spojrzeć, żeby powiedzieć że hodowca ze mnie żaden, a do tego z miasta, więc się nie zna. Więc pani do mnie: „A na pewno nie chce pan polbarów?” Ja na to poważnie zdziwiony, czyżby była jakaś kura lepsza od zielononóżki?! Dlaczego? Pani na to, już wyraźnie zrezygnowana: „bo tak nie latają…”. Miała rację, i choć ostatecznie polbarów nie sprawdziłem, to zielononóżki dobrze sobie radzą z lataniem. Ale o tym szerzej kiedy indziej.

W każdym razie zielononóżek jest mniej niż kiedyś – przed wojną stanowiły 30% pogłowia kur w Polsce, teraz pewnie ułamek promila. A powinno być więcej, do czego walnie chce przyczynić się Twój sługa, piszący te słowa. Stąd parafrazowany „krzyk poety szczery” w tytule tej sekcji.

Piszę, piszę, a tu z mojego klujnika słychać już pierwsze popiskiwania, w związku z którymi populacja zielononóżek niebawem się powiększy. Czuję się nieco jak na porodówce, ale tym razem muszę pełnić trudniejszą rolę mamy.

Dobre, bo polskie

Z tym patriotyzmem zielononóżek to nie są żarty. W czasie zaborów ten ptak w galicyjskim gospodarstwie oznaczał tyle, co narodowa flaga wywieszona na maszcie. W czasie budowania świadomości narodowej chłopstwa sprawa nie od parady! Więc jeśli jeszcze Cię nie przekonałem, że zielononóżka to nasz narodowy skarb, to niech argument z patriotyzmu zamknie sprawę!

To jakie mają nogi?

Z pewnością nie żółte, po prostu ciemniejsze, ja bym powiedział – brudnoszare z lekkim odcieniem zgniłej zieleni. Ale zielone brzmi lepiej, czyż nie?

Dodaj komentarz