Podziękowanie + ujawnienie intrygi

Cześć, dzięki wszystkim i każdemu z osobna za wypełnienie ankiety! Zaskoczyła mnie ilość odpowiedzi – naprawdę dużo osób pomogło mi w ten sposób zaplanować dalsze kroki. Nie robię jakiegoś szczególnego podsumowania z kilku powodów – po pierwsze nic nie obiecywałem, a po drugie dziś ma być krótko, po trzecie może ci, co nie wypełnili będą jeszcze chcieli to zrobić. No i po czwarte – chcę wreszcie ujawnić intrygę!

Nasza społeczność dość szybko się rozrosła. Nadal znam osobiście ok. 1/3 wszystkich czytelników, ale z dnia na dzień ten procent spada. W związku z tym myślę, że warto, żebym z myślą o nowych czytelnikach powiedział trochę co mi w duszy gra – jakie cele stawiam sobie, jakie cele temu pisaniu i kiedy wreszcie zacznę wyduszać od Ciebie pieniądze!

Moje cele, takie bardziej osobiste

Niedawno uświadomiłem sobie, że jestem eksperymentatorem. Zrobiłem w zeszłym tygodniu 5 przenośnych kurników i jakkolwiek pierwszy był naprawdę w porządku, to każdy następny jest zrobiony trochę inaczej. Te kurniki są jednak częścią większego eksperymentu – sprawdzam, czy da się odtworzyć raj na ziemi. Przez raj na ziemi rozumiem ekosystem, który spełnia kilka warunków.

Po pierwsze, jest bardziej niż ekologiczny, jest naturalny. Pomysł na rozdzielanie tych dwóch pojęć jest mój własny, nie znajdziesz w internecie wyjaśnienia o co chodzi, więc muszę tutaj choć trochę napisać. Weźmy kury. Ekologiczne kury są karmione ekologicznym zbożem. Naturalne zaś kury żyją tak, jak dzikie, czyli same znajdują sobie pokarm. Ekologiczny to podporządkowujący sobie przyrodę, a naturalny to odwzorowujący jak najdokładniej jej działanie. Niedługo z pewnością napiszę o tym dużo więcej.

Po drugie ma być samowystarczalny, czyli jak się uda, to: 1. nie będę musiał robić w sklepie zakupów spożywczych 2. 90% rzeczy potrzebnych do prowadzenia ogrodu będę mieć u siebie (chodzi mi o ściółkę, nawozy, nasiona, zwierzęta; te brakujące 10% to narzędzia, które zamierzam jednak kupować). Innymi słowy, jak cała ludzkość zostałaby wybita przez koronawirusa lub sposoby jego neutralizacji, to nasza rodzinka będzie w stanie przeżyć nie łamiąc zasady „zostań w domu”. Taki scenariusz byłby oczywiście bardzo przykry, bo nie byłoby do kogo wysyłać moich maili.

Po trzecie, ma być samoutrzymywalny. To znów jest pojęcie, które sam sobie ukułem, a oznacza, że właściwie nie będzie mnie potrzebować do działania. Czyli jak już perpetuum mobile ruszy na całego, to pracy będzie bardzo mało, bo będzie wykonywana przez naturę. Dla zdefiniowania przez przeciwieństwo – jak pracownik kurzej fermy zapomni rano zapalić światło, albo system karmienia ulegnie awarii, to cała hodowla pada. Nie tak będzie u nas.

Po czwarte, ma być do końca świata. Czyli tak staram się to wszystko organizować, żeby kury nie wymarły z braku napływu genów w trzecim pokoleniu. Żeby glebę czynić coraz lepszą, a nie tylko z niej wyciągać i wyciągać.

Chcę też udowodnić, że maltuzjanizm jest błędny. Kiedyś na historii filozofii usłyszałem o tezie, która zakłada, że ludzkości przybywa w tempie x * 2, a żywności w tempie x +2. Według Malthusa kiedyś zabraknie jedzenia dla wszystkich, więc powinniśmy już teraz regularnie ograniczać populację. To twierdzenie zostało poddane krytyce, ale na gruncie teoretycznym (z resztą słabej). Ja natomiast chcę wykazać, że ów pan się mylił na przykładzie rzeczywistym – na dobrze prowadzonej ziemi przyrost żywności będzie taki, że trzeba będzie wymyślać nowe ciągi do jego opisania.

Czytając powyższe rozkminy zastanawiam się, jak to się dzieje, że moja żona to toleruje. Brzmię jak jakiś idealistyczno-anarchistyczny nastolatek! Nie martw się jednak, w praktyce oznacza to po prostu, że sprawdzam na ile jesteśmy w stanie jeść wyłącznie własne jedzenie. Wszystko to koncentruje się wokół przydomowego ogrodu.

Jak widzę cele BackToEden.pl

Chcę, żeby każdy człowiek na świecie miał dostęp do takiego rajskiego ekosystemu. Zaczynam od Polski. Dlatego prowadząc mój eksperyment zawsze zadaję sobie pytanie: jak coś takiego może zrobić osoba mieszkająca w mieście, w bloku, albo z niewielkim kawałkiem ziemi przy szeregowcu. Wychodzi mi, że może. Pewnie nie uda się każdemu wyżywić w stu procentach z własnego ogródka – nie przez jakieś braki w naturze, tylko brak możliwości czasowych – ale może w połowie? Jeden z czytelników, Rafał, napisał, że zamierza założyć grządkę z ziołami – i super, jest to namiastka raju.

Heh, naiwny, myślisz, że takimi cotygodniowymi mailami da się osiągnąć tak ambitny cel, jak ogródek dla każdego? Powiem szczerze, że jestem pewien, że nie. Ale poprzez regularny kontakt inspiracyjno-wiedzowo-motywacyjny da się zbudować społeczność, która to zrobi. To już działa – wiem, że wiele osób spośród nas nie tylko zakłada ogródki, ale podsyła dalej film i biuletyn. I rozprzestrzenia się nasz koronaogródek w tempie godnym porządnego wirusa. Zaściółkujemy całą planetę.

Pomyślałem też, że większość wiadomości będę wysyłać w cyklach. Planuję poniższe cykle w najbliższym czasie, niekoniecznie w tej kolejności i zawsze coś innego może wskoczyć. Pogrubiam te, które według ankiety cieszą się największym zainteresowaniem.

  • Spacer po moim ogrodzie – co, gdzie, jak i dlaczego.
  • Jak uzyskać plony przez cały rok i żywić się z ogrodu + kurnika
  • Cykl sadowniczy – odmiany, sadzenie, przycinanie, szczepienie drzew owocowych
  • Jak wystartować z hodowlą kur lub innego drobiu
  • Narzędzia, które polecam i których nie polecam
  • Optymalizacja pracy w ogródku – co robię, żeby mniej albo lżej pracować

Co w tym jest dla Ciebie?

Mogę Cię wyręczyć w popełnianiu błędów. Pozwól, że ja się tym zajmę, robię to już kawał życia i całkiem dobrze mi wychodzi. Nie martw się, nie będę się koncentrować na tym, jaki jestem beznadziejny. Skupię się raczej na tym, jakie wnioski z owych błędów płyną i co w związku z tym Tobie proponuję zrobić. Przykład błędu – hodowlę kur zacząłem od budowy wypasionego kurnika, zajęło mi to chyba ze dwa tygodnie i pochłonęło kilka stówek. A w tym roku uświadomiłem sobie, że hodowlę kur można zacząć dużo łatwiej i taniej, budując prosty, przenośny kurnik w 2-3 godziny i wydając na to maks 60 zł. Inny błąd – dałem jedną warstwę kartonu pod zrębki, myśląc że efekt będzie taki sam jak trzy warstwy papieru – niestety, chwasty się przebijały.

W międzyczasie wymyśliłem też dwa sposoby do wdrożenia od zaraz, żeby naszą społeczność wzmocnić. Na razie to jest tylko nadawanie w jednym kierunku, ode mnie, do Ciebie. Czasem ktoś podziękuje, ktoś zapyta, ale komunikacja koncentruje się wokół mojej osoby. Żeby umożliwić Ci poznanie innych członków społeczności biuletynu będę pod każdym nowym mailem dawać link do rozmowy w komentarzach – ona będzie się już odbywać na stronie. Będzie można tam zadać pytanie, odpowiedzieć, podrzucić swoje pomysły. Czyli artykuł będzie można przeczytać w mailu, a na stronie dostępnej tylko dla odbiorców będzie i artykuł, i dyskusja.

A oto i drugi sposób – wcześniej pisałem o tym, że dołącza coraz więcej osób, których nie znam osobiście. Jeśli należysz do tego grona – poznajmy się! Będzie mi naprawdę miło, jak napiszesz parę słów o sobie, jak tam życie, jakie drogi Cię tu przywiodły. Najlepiej w komentarzu na stronie, link daję poniżej (o, jak szybko udało się wdrożyć kaizen).

Ujawniam intrygę – gdzie w tym wszystkim pieniądze?

Powiem Ci, że jak komuś zostawiam swój email, to zawsze zastanawiam się, w jaki sposób ta osoba zamierza na tym zarobić. Sporo czytelników podrzuca mi też swoje sugestie na to, żeby strona jakoś zarabiała. Dlatego czuję przynaglenie, żeby na samym początku ujawnić się z planami, jak i czy zamierzam na tym zarabiać. Taka mała glasnost.

Jest milion sposobów zarabiania przy takiej działalności, profesjonalnie nazywa się to monetyzacją. Można otworzyć sklep, albo polecać rzeczy z innych sklepów, po cichutku kasując złotówkowe prowizje. Można robić tak zwane „współprace komercyjne”, czyli za kasę pisać o jakiejś marce, często tylko udając obiektywnego recenzenta. Można ustawić jakiś system reklam.

Można dużo, ale czy warto? Ja wszystkie powyższe metody uważam za krępujące i nie zamierzam ich stosować. Nie twierdzę, że źle robią wszyscy, którzy tak zarabiają. To po prostu nie pasuje to do tematu ogródkowego, nie pasuje to do wizji społeczności, którą mam w głowie i nie pasuje to do mnie osobiście. Myślę, że wiesz o co mi chodzi. Niby nic złego, ale jakiś niesmak jest.

Nie twierdzę też, że pieniądze są złe – pracując w organizacjach non-profit uświadomiłem sobie, że żeby coś było dobre, musi być profesjonalne, a żeby było profesjonalne – ktoś musi za to zapłacić. Staram się trzymać poziom, zanim napiszę – upewnię się, zanim wyślę – sprawdzę czy nie ma błędów.

Poza tym bardzo inspiruje mnie Paul Gautschi, który rozdaje swoją żywność, za darmo oprowadza wycieczki po swoim ogrodzie w każdą letnią niedzielę, i często zaczyna to oprowadzanie od słów „nie zamierzam wam niczego sprzedawać”. Paul przyjmuje jednak darowizny – dobrowolne, wypływające z potrzeby serca i możliwości dającego. Tak sobie właśnie wyobrażam finansowanie BackToEden.pl. Moja wdzięczność za każdą darowiznę jest i będzie ogromna, ale nie będę jakoś szczególnie prosić – link dla zainteresowanych mecenasów będzie pod każdym mailem, ja go tam tylko zostawiam i skupiam się na tworzeniu dobrych treści – z myślą o Tobie, bo przecież nie czytasz tego dla moich żebrów, tylko żeby się czegoś dowiedzieć. Nie mam wątpliwości, że dzięki takiemu podejściu grono patronów będzie się powiększać i wszyscy będą zadowoleni.

Podsumowując – intryga jest taka, że nie będę Ci nic wciskać z nadzieją, że skapnie mi z tego trzydzieści groszy. Jeśli czujesz wdzięczność za moją robotę, to możesz – ale nie musisz – okazać mi ją na Patronite. Możesz też na sto innych sposobów!

Na koniec bardzo gorąco chciałem podziękować tym, którzy okazali mi zaufanie jako pierwsi – Bartek i Małgorzata, Janek i Maria, Agata i Piotr. Dzięki wielkie, Wasze imiona jako pierwszych patronów są wyryte w moim sercu na zawsze.

Uff, miało być krótko, a wyszło jak zwykle. Ale wyniki ankiety są jasne: długość artykułów wszystkim odpowiada, dla niektórych mogłyby być nawet dłuższe, więc wyrzuty sumienia wyrzucam z sumienia!

2 komentarze do wpisu „Podziękowanie + ujawnienie intrygi”

  1. Cześć, jestem bardzo mile zaskoczona,tym blogiem. Szukałam czegokolwiek na rynku krajowym nawiązującego do BTE i nic ciekawego nie spotkałam.
    Jestem w trakcie zakładania takiego ogrodu. Właściwe na etapie kombinowania zrębków, kompostu, gazet. Ciężko idzie bo wydać kasę to nie trudno. Ale jak pozyskać bez wydawania pieniędzy to już sztuka. Nawet gazet nie mogę znaleźć. A propo gazet – piszesz zacytuję — ,,Inny błąd – dałem jedną warstwę kartonu pod zrębki, myśląc że efekt będzie taki sam jak trzy warstwy papieru – niestety, chwasty się przebijały.”
    Wynika z tego ,że 3 warstwy gazety lepsze od kartonu. Przez karton łatwiej przechodzą chwasty? Czy ani to ani to? Dobrze zrozumiałam?
    Mój plan był taki; wyrwać co bardziej uciążliwe zioła, położyć 3 warstwy gazety, 2 cm kompostu i 10 cm zrębek. Ale kompostu nie mogę nigdzie dostać , bo przez tą zarazę pozamykali kompostownię miejską. Co byś proponował w zamian?.
    A ostatnie pytanie jak duży jest twój ogród.?

    Odpowiedz
    • Cześć, cieszę się że dołączasz!
      Co do kombinowania materiałów pisałem tutaj: https://backtoeden.pl/138/ i tu: https://backtoeden.pl/143/
      a o tym, jakie podejście zastosować jest tutaj: https://backtoeden.pl/135/. Daj znać jak Ci poszło.
      Różnica między kartonem a warstwami cienkiego papieru jest taka: tektura jest wypełniona powietrzem, trudno ją zgnieść warstwą ściółki (musi być kilka dobrych kg na 10 cm2). Papier tworzy szczelny dywan i dusi większość roślin pod spodem. Optymalny scenariusz moim zdaniem to kilka warstw papieru, a na wierzch jedna warstwa kartonu.
      Jak masz niewielką ilość kompostu, to proponuję zastosować rozwiązanie na oszczędzanie kompostu we wpisie 135. Możesz zastosować przekompostowane podłoże popieczarkowe albo ziemię workowaną. Nie będą jednak tak dobre, jak naturalny kompost.
      Ogólnie to wszystko zależy od scenariusza, a scenariusz od dostępnych materiałów, więc warto wczytać się w poradnik i przemyśleć gruntownie wszystko.
      Aktualnie mam zaściółkowane pod żywność jakieś 13,5 ara na 70 arowej działce, także jest jeszcze miejsce.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz