W czasie czego dzieci się nudzą?

No wreszcie! Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie słupki na prognozie wyglądają bardzo obiecująco. Dziś chciałem napisać krótko o kilku pomysłach, które stosuję, żeby deszcz zatrzymać u siebie na dłużej.

Zbieram deszczówkę

System zbierania deszczówki chodził mi po głowie już dwa lata, ale projekt był ściśle związany z budową wiaty za domem, a wiata z większym remontem domu. Nie do końca wiedziałem, jak ugryźć to ostatnie, więc temat odłożyłem na lepsze czasy. W poniedziałek okazało się, że mój brat chętnie pozbędzie się paletobeczki po kończącej się budowie. Długo nie czekałem, podjechałem gdzie trzeba i wrzuciliśmy zbiornik do bagażnika (czy już pisałem tutaj, że VW T4 to najlepszy samochód świata?). Dziś wiedziony prognozą pogody wykonałem takie kroki:

  1. Ustaliłem, gdzie najlepiej będzie usadowić beczkę, wziąłem pod uwagę trzy czynniki:
    1. Zbiornik jest sporawy, więc chciałem go ustawić tam, gdzie zbierze najwięcej deszczu, wybrałem więc odpowiedni spust.
    2. Estetyka zbiornika pozostawia wiele do życzenia, więc trafił na chaotyczne składowisko prawdopodobnie przydatnych odpadów, które znajduje się za domem. Wtopił się w tło elegancko.
    3. Pochyłość terenu, która w 99% przypadków jest utrudnieniem tym razem działa na moją korzyść. W przyszłości planuję wyposażyć beczkę w kran i podlewać ogród, który znajduje się kilka poziomic niżej, przy pomocy węża i siły grawitacji.
  2. Wyznaczyłem miejsce, gdzie i na jakiej wysokości będzie stać beczka, żeby dało się do niej doprowadzić rurę spustową.
  3. Spust zbiornika trochę przypadkiem trafił na betonowy odpływ, dzięki czemu każdy nadmiar wody łatwo odprowadzę do ziemi bez podlewania sobie fundamentów.
  4. Przygotowałem podstawę lekko wkopując bloczki fundamentowe. Ustawiłem je w taki sposób, że zawór paletobeczki znajduje się trochę niżej, dzięki czemu będę mógł bezproblemowo opróżnić beczkę w całości. Tutaj przydała się dłuższa poziomica.
  5. Rozebrałem rurę spustową, nie odkręcałem najdłuzszego elementu od ściany, bo nie był mi potrzebny. Użyłem resztek rur spustowych, które zostały po instalacji. Odpady za domem zmieniły status przydatności z „prawodpodobnie” na „z pewnością”.
  6. Zamarkowałem układ kolanek – tu musiałem trochę pokombinować tak, żeby był spadek, rura się nie oberwała, a woda leciała tam, gdzie trzeba.
  7. Następnie – wiedząc, że rynna jest aluminiowa – nonszalancko skręciłem wszystko wkrętami z wiertłem. Trochę to niezgodne ze sztuką rynniarstwa, nie wzywajcie inspektora nadzoru budowlanego! Oczywiście rynny ocynkowane będą rdzewieć w miejscu nawiertu, więc trzeba kombinować inaczej.
  8. Dla bezpieczeństwa w jednym miejscu podwiązałem rynnę sznurkiem do odsłoniętej więźby dachowej. Teraz wody może być naprawdę dużo i nic nie powinno się urwać.
  9. Przyciągnąłem węża i opłukałem nim dach. Woda z nie wiadomo czym popłynęła do rynny, sprawdziła szczelność systemu, a na końcu wypłukała resztki brudu ze zbiornika. System gotowy na jutrzejszy deszcz!
  10. Całość zajęła ok. 45 minut. Naprawdę!

Jak kupujesz taki zbiornik, to zawsze sprawdź co w nim było trzymane. Oczywiście sprzedawca zawsze powie, że woda źródlana, ale obstawiam, że zapach płynący z beczki po odkręceniu korka pomoże ustalić fakty. Są też beczki z atestem spożywczym, pewniejsze, ale droższe. Ja mam szczęście, bo beczka była używana dwa-trzy lata i jest już porządnie wypłukana.

Widywałem też paletobeczki owinięte czarnym streczem, dzięki czemu w wodzie jest podobno mniej glonów. Nie zamierzam jednak się kąpać w tej wodzie, więc sinice et consortes mi nie przeszkadzają.

Uwaga, uwaga. Robiłem takie coś pierwszy raz i dopiero jutro sprawdzę jak ten system działa. Nie traktuj więc powyższych punktów jak porad profesjonalisty, ale jak przykład amatorskiej realizacji wykonanej przez zwykłego śmiertelnika.

Przykrywam zrębki agrowłókniną

Susza w czasie zasiewów to słaba rzecz. Żeby cokolwiek wykiełkowało musi być odpowiednio ciepło i wilgotno. Pomimo suszy zrębki są przyjemnie mokre, ale do wysiania musimy je rozgarnąć. Podłoże pod spodem wysycha niemiłosiernie szybko, więc jakoś trzeba się ratować póki rośliny nie wyrosną na tyle, że

Używam bardzo cienkiej agrowłókniny, 17, albo 19 g, można ją znaleźć w internecie pod nazwą „wiosenna”.

Taką cieniznę najlepiej przyłożyć ciężkimi kamieniami, ważącymi jak dwa-trzy kilo cukru, albo mąki. Tylko się nie pomyl, możesz mieć ciasto w ogrodzie. Dla pewności przypinam też włókninę co 1-2 m szpilkami, i zawsze w tym miejscu przykładam też kamieniem – inaczej porwie ja nawet lekki powiew.

Agrowłókniną przykryłem też niedawno wysiane jedzenie dla zwierza wszelakiego, czyli kończynę czerwoną z facelią. Jak zobaczę, że wykiełkowało, i agrowłóknina zaczęła przeszkadzać, to ją usunę.

Aha, jak masz psa, to wytłumacz mu, żeby nie łaził po tym białym ni to kocu, ni to śniegu. Mojemu nie wyjaśniłem i proszę:

Jeśli Twój pies może tego nie zrozumieć, to użyj grubszej agrowłókniny.

Ściółkowanie deską

Wypada tu napisać o jeszcze jednej nietypowej metodzie „ściółkowania” – czyli przy użyciu dechy. Nie umieściłem jej co prawda w mojej tabeli porównawczej ściółek, ale można jej użyć w tym charakterze, jako wspomagacz kiełkowania. Wysiewasz drobne nasiona (pietruszkę, marchewkę), lekko podlewasz i umieszczasz kawałek calówki na rządku. Regularnie sprawdzasz, czy przypadkiem już nie wykiełkowało – jak stwierdzisz, że siewki już wyszły, to możesz zamienić deskę na agrowłókninę lub lekko przysypać z boków zrębkami (tyko nie przywal kilkucentymetrowej warstwy).

Ściółkuję wszystko, co się da

Ściółkowanie zrębką jest najlepsze, ale trochę pracochłonne. Od grudnia nie znalazłem czasu na porządne zaściółkowanie kilkunastu rozproszonych drzewek owocowch, a niedawno posadziłem tez kilkanaście kolejnych. Większość z nich wylądowała wprost w ogrodzie, ale nie wszystkie miały to szczęście. Żeby podtrzymać je na duchu do czasu, aż będę mógł się nimi odpowienio zająć, przykryłem je po prosu słomą. Słoma aż tak nie przeszkadza w koszeniu, łatwiej ją wygrabić, a jak przyjdzie czas na zrobienie obrzeży i wysypanie zrębki, to oczywiście zostawię ją pod spodem. Słomę mam pod ręką, więc cały proces zajął mi niecałe 15 minut. Tak to mniej-więcej wygląda:

Drzewko tymczasowo zaściółkowane

Daj znać jak Ty radzisz sobie z suszą!

PS. Tytuł dzisiejszej wiadomości pochodzi oczywiście z legendarnego utworu Starszych Panów. Jak masz gdzieś opodal milusińskich, to miej się jutro na baczności!

12 komentarzy do wpisu „W czasie czego dzieci się nudzą?”

  1. Cześć, w kilku miejscach Ci ucięło chyba cześć tekstu przy zrebkach, desce i przed psem 🙂
    Ps. Skąd bierzesz zrębki i jak to wygląda jakość zrębków w sklepach?

    Odpowiedz
    • Hej Marku, racja, dzięki – najwyraźniej miałem edycję artykułu otwartą w kilku oknach i zapisała się niepełna wersja. Najgorzej, że w tej formie poszło już mailowo – wszystkich dotkniętych tym faktem przepraszam.
      Odpowiadając na pytanie – mam zrębki z dwóch źródeł: 5% robię sam przy pomocy rębaka (jakkolwiek strasznie długo to schodzi z moim sprzętem), a 95% przywiozłem z lokalnego zakładu oczyszczania miasta. Były przeciętnej jakości – trochę śmieci, raczej grube, wymieszane z ziemią. Ale nie narzekam, bo to taki darowany koń. Nie wiem jak teraz sytuacja wygląda, bo w tym zakładzie powiedziano mi, że w związku z nowym prawem dot. gospodarki odpadami mogą wydawać zrębki tylko licencjonowanym podmiotom. Póki co nie zgłębiłem tematu. A w sklepie zrębki, przyznam szczerze, nie widziałem. Dodam jeszcze z własnego doświadczenia, że można używać wszystkich zrębków, dębowych, orzechowych i iglastych

      Odpowiedz
    • My z bratem czyściliśmy pobocza wiejskich dróg po drogowcach. Miało być po kilka worków, a kilkadziesiąt wyszło – a i więcej by się przydało;)

      Odpowiedz
  2. Dzięki Paweł za podrzucenie pomysłu z deskami. Posialismy nasiona i faktycznie póki nie można przykryć ściółką, ziemia wysycha. A że mam parę luźnych sztachet i mniejszych desek to będę testował 🙂
    W kwestii wykorzystania tego co pod ręką do spraw ogrodowych przychodzą różne pomysły, wczoraj ze starej metalowej szafki szpitalnej zrobiłem małą szklarnię 😉

    Odpowiedz
  3. Cześć. Ja zbieram deszczówkę od 4 lat. Po podłączeniu kanalizy do domy wykorzystałem w tym celu nieczynny zbiornik na szambo 6 m3. Do zbiornika mam podłączony hydrofor. Deszczówką zasilam dwie spłuczki w toalecie i nawadniam ogród.
    Pomysł podejrzany w latach 90-tych RFN w czasie studenckiej pracy wakacyjnej w sadzie u właściciela

    Odpowiedz
    • Super! Też mam nieczynne szambo, chyba ze 20 m3. Na basen raczej nie przerobię, ale teraz już wiem, co mogę z nim zrobić 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz